o 8.30 Gina, z uśmiechem na twarzy, wparowała do mojego pokoju i powiedziała że ma dla mnie niespodzianke, którą okazała się Cecylia, no i dostałam bojowe zadanie: Zajmij się nią a ja pojdę z Antkiem do logopedy:) No i się zajęłam moją córką chrzestną(9mies.).
Po odbytej misji, gdy moja starsza siostra wróciła juz do domu i przejęla stery nad swoimi dziećmi, ja wzięłam prysznic i zabrałam się do kończenia prezentacji multimedialnej na mature..
Następnie moja chora(na grypę jakąs) matka poprosiła żebym ugototwała obiad.. No więc niechętnie udalam się w stronę kuchni.. Jak juz zadymilam całą kuchnię moim smażeniem kotletów z piersi kurczaka w kokosie, zwołałam rodzinę na obiad. Wszyscy zjdeli, nadal żyją, więc wnioskuje ze nie jest ze mnie taka najgorsza kucharka.
Później pojechalam do szkoly..oddalam prezentacje..
A przed chwilą własnie skonczylam oglądąc Skazanych na Shawshank. W trakcie seansu zażyłam 2 rutinoscorbiny, a mama wlała we mnie szklanke fervexu i pol szklanki z musującym wapnem. Profilaktycznie przed maturą obym przypadkiem nie nabawila się tej grypy co ją matula do odmu sprowadziła.
Uważam że jak na mnie to calkiem nieźle spożytkowany dzień! mimo iż rano tak strasznie nic mi się nie chciało!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz